sobota, 31 grudnia 2011

Happy New Year!



      Z okazji Nowego Roku życzę Wam dużo miłości, szczęścia i zdrowia. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla Was jeszcze lepszy niż poprzedni i wytrwacie w swoich noworocznych postanowieniach.  A dzisiejszej nocy życzę udanej zabawy :)

Lissa

środa, 28 grudnia 2011

Prezenty, prezenty...

Naoglądałam się Waszych zdjęć z Gwiazdkowymi prezentami i postanowiłam pokazać, co ja dostałam w tym roku. Okazuje się, że byłam bardzo grzeczna... ;D

Od mamy i taty kosmetyki prosto z Niemiec i bardzo ciepłe i bardzo wygodne papcioszki :)



Od mojego chłopaka dostałam cyfrową ramkę na zdjęcia, o której zawsze marzyłam. Nie jestem fanką albumów :)


Od siostry i brata książki, oczywiście musiałam trochę podpowiedzieć, które chciałam mieć :)

Od przyjaciółki dostałam świeczki pachnące zieloną herbatą i świecznik z matowego szkła.


A druga przyjaciółka podarowała mi koszyczki wiklinowe w kształcie serc. Będą idealne na moje kosmetyki i inne rzeczy, które walają się po biurku :)


Od dziadka dostałam aparat cyfrowy, jako prezent przedświąteczny :) Ciągle uczę się robić nim zdjęcia. Pogoda za oknem niestety mi nie pomaga... Od reszty rodziny dostałam tradycyjnie pieniądze i słodkości. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z prezentów.

Jesteście zadowolone ze swoich prezentów?
Pozdrawiam, Lissa :)

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas!

Wigilia już dzisiaj, więc chciałabym Wam życzyć wspaniałych, zdrowych i magicznych Świąt, najlepiej spędzonych w gronie rodziny, przyjaciół i ukochanych oraz spełnienia Waszych marzeń i góry prezentów pod choinką :)

czwartek, 22 grudnia 2011

Lirene - Aqua nawilżanie

Co powienien robić krem intensywnie nawilżający? Intensywnie nawilżać. Wiem, nie odkryłam Ameryki, ale widocznie producent nie wiedział, że takie działanie istnieje...




                                                                     Moja opinia:

 Skończył się mój poprzedni krem Nivea, więc potrzebowałam kolejnego. Oczywiście przypomniało mi się w drogerii na ostatnią chwilę, więc nie było możliwości sprawdzenia opinii na jego temat. Potrzebowałam nawilżającego kremu. Czytałam, że skóra mieszana wytwarza sebum by nawilżyć naskórek. To oznacza, że jest przesuszona. Więc trzeba ją nawilżyć. Moją uwagę przyciągnął napis "intensywne nawilżanie". Muszę przyznać, że zawsze uważałam kosmetyki Lirene za naprawdę dobre. Tylko nigdy nie miałam kremu do twarzy tej firmy. Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym pudełeczku. Krem ma kolor jasno błękitny. Pachnie dosyć ładnie, przyjemnie, ale nie wiem czym. Jest bardzo wydajny, bo nie potrzeba dużo, by posmarować całą twarz. Nie jest to lekki krem, ale też nie jest ciążki, gęsty. Mimo wszystko od kremu nawilżającego oczekiwałabym lżejszej, może nawet troszeczkę wodnistej konsystencji. Ta jest dla mnie za tłusta. Wolno się wchłania. Pozostawia cienką warstewkę filmu. Na pewno nie nadaje się na dzień do cery mieszanej, bo będziemy błyszczeć jak choinkowa bombka. To samo tyczy się makijażu. Godzina i twarz zaczyna się świecić. Ten krem ma jeszcze jedną, wielką wadę. Zapycha! Jak go używałam miałam koszmarne problemy z pryszczami. Po odstawieniu go skóra wróciła do normy. No i kolejny minus, nie nawilża. Skórę mam tak samo przesuszoną jakbym nie używała żadnego kremu. Codziennie rano znajdywałam na nosie i czole nowe suche skórki. Peeling robię co 3 dni, ale przecież nie mogę go robić codziennie przez ten krem!  Od razu po użyciu i wchłonięciu skóra wygląda na nawilżoną, miękką i elastyczną, ale mi chodziło o dłuższe działanie.

Podsumowując, nigdy w życiu nie kupię już żadnego kremu do twarzy Lirene. Inne kosmetyki, jak najbardziej. Krem nie nawilża, a tym bardziej nie nawilża intensywnie. Ale już nie o to chodzi. Największą zbrodnią jaką może popełnić krem jest zapychanie. Pozostawia tłustą warstewkę na twarzy i nie nadaje się przez to na dzień, chociaż takie jest jego przeznaczenie.



A teraz trochę nie-kosmetycznie. Wróciłam wczoraj w nocy z Warszawy. Udało mi się kupić parę fajnych ubrać, ale już nie starczyło mi czasu na poszukiwanie kosmetyków. Szkoda, ale mam nadzieję, że to nie ostatnia moja wizyta w stolicy. Około 20.00 byłam  na Placu Zamkowym. Był pięknie przybrany. Zazdroszczę osobom, które tam mieszkają :) Zrobiłam kilka fotek Placu i Krakowskiego Przedmieścia. Parę osób załapało się na zdjęcie, bo były tłumy i zrobienie zdjęć, które nie "zawierały" ludzi, było dla mnie niemożliwe :)




Pozdrawiam, Lissa :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zakupy! Helfy & ZróbSobieKrem

Znowu robiłam zakupy w Internecie. Ale tym razem zakupy były to zakupy uzasadnione. Zaczęło się od tego, że szukałam prezentu dla mamy. Często używa suszarki i lokówki, więc chciałam kupić jej jakąś maskę lub odżywkę. Stwierdziłam, że bardziej opłaci się kupić w Internecie. Poszukałam na Helfy.pl, dodatkowo kupiłam parę rzeczy. I trafiłam na jeszcze jeden sklep, bo szukałam dobrego kremu. Ostatnio używałam nawilżającego kremu, który okazał się katastrofą (będzie recenzja). Mimo, że nie jestem już nastolatką, to pryszcze mi się zdarzają, czasami częściej, czasami rzadziej. Żadne kremy drogeryjne, czy to nawilżajace czy  przeciwtrądzikowe mi nie pomagały. Stwierdziłam, że potrzebuje czegoś lepszego.
Oto wyniki moich zakupów :)

                                                                  zrobsobiekrem.pl

Przypadkiem wpadłam na ten sklep, ale już go lubię :) Jest tam wszystko co uwielbiam i nie mogłam się zdecydować. Długo medytowałam na stronie sklepu :) W końcu kupiłam:
- olej ze słodkich migdałów - podobno bardzo dobry, już od dawna mnie kusił, chciałam kupić na helfy.pl, ale nie widziałam nic, co nie miało by chemicznych dodatków, np. parafiny
- olejek lawendowy
- olejek lemongrasowy (uwielbiam oba zapachy)
- spirulina, czyli algi morskie (aż 4 opakowania po 10 gram, jako maseczka)
- i cała paczka składników do zrobienia własnego kremu + pudełeczko
- dodatkowo w przesyłce znalazłam 2 torebeczki z produktami do peelingów lub kremów (nie zamawiałam ich, ale na pewno mi się przydadzą :))

Muszę jak najszybciej zrobić ten krem i zacząć go testować :)



Drugie zakupy zrobiłam na Helfach:
- krem do stylizacji Vatika (który można też stosować jako maskę przed myciem) dla mojej mamy i jeden dla mnie.
- kolejna henna do kolekcji, w kolejnym kolorze - to jest jasny brąz, ale mam też ciemny i orzechowy brąz :)
-  szampon Shikakai - podobno bardzo dobrze oczyszcza i odżywia
- maska z Amli (mam olejek Amla, ale niestety ten z parafiną w składzie, chcę zobaczyć jak się sprawdzi naturalna Amla)
- w prezencie od sklepu dostałam torebkę herbaty rooibos (jedna z moich ulubionych, oprócz czerwonej, dobrze, że nie dostałam zielonej czy czarnej, bo ich nie lubię i nie pijam). Herbata pachnie goździkami, cynamonem, skórką pomarańczową, różą i bławatkiem. Idealne połączenie na zimę i święta. Właśnie ją piję i zapach ma cudny :)

Coś mnie dzisiaj gardło boli. Chyba będę chora. W środę muszę jechać do Warszawy i jeśli będę musiała przez pół dnia latać po mieście, to już na pewno będę chora. Na same święta. Świetnie, nie?

Recenzję którego z tych kosmetyków chciałybyście przeczytać najpierw? 
Pozdrawiam, Lissa :)







 

piątek, 16 grudnia 2011

Yves Rocher - szampon oczyszczający

Już dawno skończył mi się ten szampon, więc przyszedł czas na recenzję :)




                                                      Opinia producenta:

 Włosy odzyskują lekkość i świeżość, stają się jedwabiste, zdrowe i dłużej pozostają czyste. Szampon pozostawia delikatny, świeży zapach, przywodzący na myśl oczyszczające właściwości pokrzywy. Formuła bez parabenów. Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z pokrzywy z ekologicznych upraw, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Formuła łatwo ulega biodegradacji.

                                                           Moja opinia:

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielkość szamponu. Ma tylko 200 ml, więc jest mały. Kosztuje 11 zł. Może się wydawać dużo w stosunku do ilości, ale jakość jest świetna, nie żałowałam wydanych pieniędzy. Butelka jest prosta, zielona z biała nalepką. Wygląda to estetycznie, bardzo mi się podoba :) Szampon jest pokrzywowy. Chyba wiecie jak pachnie pokrzywa, właśnie taki zapach ma szampon. Jest delikatny i nie utrzymuje się długo po umyciu, więc nie powinien przeszkadzać osobom, które nie gustują w ziołowych zapachach. Nie potrzebowałam dużej ilości, żeby umyć moje długie do połowy pleców włosy. Wystarczyło nalać trochę we wgłębienie dłoni. Co prawda miałam już bardziej pieniące się szampony, ale jak na ziołowy pieni się dobrze. Konsystencją i kolorem przypomina mi rzadką galaretkę agrestową :) Używałam go co drugi dzień i wystarczył mi na miesiąc. Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie. Oczyszcza włosy z kosmetyków do stylizacji i olejów (radzi sobie z kokosowym, Sesą i Amlą). Wystarczy tylko 1 porządne mycie. Pozostawia świeże włosy na długo, tzn. nawet na drugi dzień po myciu nie są przetłuszczone czy oklapnięte. Oczywiście w żaden sposób włosów nie obciąża. Po myciu są błyszczące, dobrze się układają i nie plączą. Nie wysuszył mi włosów, ale mimo wszystko wolę nie stosować 2 razy pod rząd oczyszczającego szamponu.

Podsumowując, jest to najlepszy oczyszczający szampon jaki miałam. Nie zawiera parabenów, nie wysusza włosów. Na pewno kupię jeszcze inne szampony z tej firmy. Kusi mnie szampon zwiększający objętość :)

Pozdrawiam, Lissa :)

sobota, 10 grudnia 2011

Trwałe cienie do powiek - Essence i Catrice

Zawsze bałam się cieni w kremie, bo uważałam, że przy tłustych, opadających powiekach nie utrzymają się długo. Myliłam się. Te cienie utrzymują się o wiele dłużej niż tradycyjne. Na początku kupiłam tylko jeden złoty cienić Essence. Potem zapragnęłam więcej i tak się złożyło, że podczas mojej wycieczki do Natury trafiłam na nową szafę Catrice. Oszalałam z radości :) Oglądałam wszystko przez pół godziny. W końcu dokupiłam kolory tych cieni, które najbardziej mi się spodobały. Myślę, że na nich nie skończę :)


                           Essence : 04, stars & stories, 05 camp rock, 02 glammy goes to...

Cienie mają dużo drobinek i ładne kolory. Utrzymują się na powiece ok 8 godzin bez bazy. Z bazą ten czas wydłuża się do 17, dłużej już nie sprawdzałam. Oczywiście po dłuższym czasie cienie lekko blakną, ale się nie rolują w załamaniu powieki i nie znikają całkowicie. Drobinki pięknie rozświetlają oko i przy tym nie wędrują po całej twarzy. Cienie łatwo zmywają się za pomocą tłustych płynów do demakijażu lub metodą OCM (którą teraz testuję). Micel z Perfecty nie radził sobie z nimi. Nie mam problemów z rozcieraniem cieni, ładnie się łączą. Natomiast ciężko mi jest nałożyć je palcem. Nigdy mi to nie wychodzi. Używam pędzelka-kulkę z Essence.




                                    Catrice: 020 Romance Gone Bad, 050 Metall of Honor


Cienie Catrice są w sumie takie same pod względem trwałości jak Essence. Mają mniej błyszczących drobinek, co mi akurat pasuje. Oba kolory bardzo mi się podobają, są znacznie ciemniejsze niż cienie Essence, które posiadam, więc używam ich do zaznaczania zewnętrznego kącika oka i do smoky eyes. I znowu używam do nich pędzelka Essence. Nakładają się o wiele gorzej. Na początku zupełnie mi to nie wychodziło. Źle się blendowały, tworzyły prześwity, nie rozkładały się równomiernie. Ale metodą prób i błędów zdołałam rozgryźć, jak je prawidłowo nakładać. Muszę nabierać te cienie w małych ilościach, malować powiekę warstwowo. Wtedy ładnie się łączą.  Zmywają się tak samo jak Essence.


Na koniec pokażę makijaż, który zazwyczaj wykonuję cieniami Glammy goes to i Metall of Honor. Makijaż troszeczkę niedokładny, bo się spieszyłam i próbowałam uchwycić odrobinę słońca. Niestety pogoda obecnie nie sprzyja robieniu zdjęć...


Podsumowując, są o moje ulubione cienie, których używam prawie codziennie. Na pewno kupię inne kolory cieni Catrice. Szkoda tylko, że jest ich tak mało do wyboru. Nie pogardziłabym jakimś fioletem czy zielenią.


Pozdrawiam, Lissa :)

czwartek, 8 grudnia 2011

L'biotica - krem regenerujący rzęsy

Nie spodziewałam się, że taki mały, tani i ogólnie niepozorny kosmetyk potrafi zdziałać cuda. Zupełnie odmienił moje rzęsy. Widzę efekty nawet lepsze, niż gdy używałam samego olejku rycynowego (który jest też w składzie tego kremu). Ale do rzeczy... :)



                                                          Od producenta:

 Twoje rzęsy – tak samo jak Twoja skóra, włosy i paznokcie – narażone są na działanie szkodliwych czynników, które powodują, iż stają się one słabsze i kruche. Rzęsy to Twój oręż: podkreślają siłę spojrzenia, urok i energię kobiecości.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs został opracowany, by odżywiać i odnawiać Twoje rzęsy, tak aby były naturalnie piękne.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs to jedyny na rynku polskim oparty na naturalnych składnikach generyczny krem powodujący wzrost rzęs. Produkt może być stosowany bez ograniczeń także przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Nie jest szkodliwy ani drażniący nawet dla bardzo wrażliwych oczu. Kremowa konsystencja i specjalny aplikator umożliwiają precyzyjne nałożenie preparatu.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs zalecany jest Paniom:
  • używającym tuszu do rzęs lub sztucznych rzęs,
  • mającym krótkie lub rzadkie rzęsy,
  • którym wypadają rzęsy.
Wydłuża, pogrubia rzęsy i zapobiega ich wypadaniu.
Nawilża i wzmacnia, stymulując naturalny wzrost rzęs.
Przebadany oftalmologicznie.


                                                           Moja opinia: 

Używałam go każdego wieczoru, przed spaniem. Wystarczyła odrobinka, by pokryć dokładnie wszystkie rzęsy, od nasady po końce. Moja kuracja trwała 1,5 miesiąca, a ubytek w tubce jest niewielki. Coś czuję, że starczy mi jeszcze na długo :) Opakowanie jest proste, białe z różowymi napisami. Mi się podoba. Łatwo wyciska się odpowiednią ilość produktu na palec czy rzęsy. Kosmetyk jest bezbarwny, przeźroczysty. Bardzo gęsty, po ogrzaniu nie roztapia się, co jest dla mnie ważne, bo w nocy jest mniejsze ryzyko, że krem pozostanie na poduszce lub twarzy. Gdy rano wstaję on ciągle jest na rzęsach. Przed nałożeniem makijażu trzeba przetrzeć powieki płynem micelarnym lub tonikiem. Efekty były już po 2 pierwszych tygodniach. Po miesiącu widziałam dalszą poprawę, po 1,5 miesiąca rzęsy przestały już rosnąć na długość. Chyba nie dane mi jest mieć jeszcze dłuższe i jeszcze gęstsze rzęsy :) A jakie zauważyłam efekty? Moje rzęsy znacznie urosły. Zawsze były krótkie. Teraz z pomocą tuszu uzyskuje bardzo długie rzęsy. Stały się też gęstsze. Zauważyłam przyrost nowych rzęs, szczególnie widoczne jest to na dolnej powiece i w kąciku oka. Mam teraz prawdziwe gęste firanki. W dodatku rzęsy lekko pociemniały. I przestały wypadać. Wieczorem na waciku znajduję 1 lub 2 rzęsy na oko i to nie codziennie. Nie podrażnia mi oczu. Coś obiło mi się o uszy, że po zaprzestaniu stosowania tego kremu, rzęsy po jakimś czasie wracają do normalnego wyglądu. Chyba znalazłam to na Wizażu. W każdym bądź razie ja czegoś takiego nie zauważyłam, bo nie mam zamiaru przestać go stosować :) Kosmetyk kupiłam w aptece za jakieś 10 zł.

Podsumowując, to chyba najlepiej wydane 10 złotych w moim życiu. Krem ma zbawienny wpływ na rzęsy, myślę, że pomoże każdemu. Ma bardzo naturalny skład ( pisałam o tym TU). Sukces na pewno po części leży w systematyczności. Gorąco polecam!!! :)

Pozdrawiam, Lissa :*

wtorek, 29 listopada 2011

Drożdże - koniec kuracji

Najwyższy czas, żeby napisać notkę odnośnie moje drożdżowej kuracji. Skończyła się już dawno temu, ale chciałam jeszcze poczekać, może zauważyłabym jeszcze jakieś pozytywne strony. Drożdże piłam przez równy miesiąc. Po 2 tygodniach zdążyłam się przyzwyczaić do ich smaku, ale to nie znaczy, że go polubiłam.


Plusy picia drożdży:
+ Szybszy porost włosów - to się dało od razu zauważyć po odrostach. Urosły mi 3 cm włosów, a to bardzo dużo, przynajmniej dla mnie. Teraz znowu mam ogromne, bardzo widoczne odrosty i niedługo czas na ponowne farbowanie henną.
+ Wzmocnienie włosów - są jakby elastyczniejsze, bardziej sprężyste i chyba ograniczyło się wypadanie, nie liczyłam dokładnie włosów, ale w ciągu dnia ich nie zauważałam. Na wszelki wypadek odstawiłam olejek Sesa w trakcie kuracji.
+ Szybszy porost paznokci - ogólnie paznokcie rosły mi dosyć wolno, a teraz po opiłowaniu odrastają mi w zastraszającym tempie. Już po 2 dniach widać, że urosły, a zauważyłam to po lakierze do paznokci :)
+ Poprawa wyglądu skóry - na początku dostałam strasznego wysypu, który trwał przez niecałe 2 tygodnie. Później cera się uspokoiła, pryszcze pojawiały się w znikomych ilościach. Ogólnie moja skóra jest teraz ładniejsza :)
+ Baby hair - pojawiły się i jest ich dużo, nie mam na co narzekać

Minusy picia drożdży:
- Wzmocnienie włosów na nogach i rękach oraz ich szybszy porost - to na pewno nie jest plus, raczej skutek uboczny, niepożądany. Musiałam częściej depilować ciało.


Czy powtórzyłam bym kurację?

Tak, bo dała naprawdę świetne efekty, ale tym razem chcę użyć drożdży w tabletkach i zobaczyć jak się sprawują. Na pewno nie będę tęskniła za ich smakiem :)

Pozdrawiam, Lissa ;*

niedziela, 27 listopada 2011

Lakiery do włosów - porównanie

Lakier do włosów to u mnie podstawa. Moje włosy są dość sypkie i ciężko je ułożyć, dlatego szukam lakieru, który utrwali grzywkę, a także fale, bez tworzenia skorupy na włosach. Dobry lakier nie może pozostawiać na włosach białego pyłku po rozczesaniu. Przetestowałam 4 lakiery.


                                                     Od producenta:

Lakier do włosów Syoss Max Hold
Lakier do włosów, który zapewnia megamocne i długotrwałe utrwalenie, nawet bardzo wymagających fryzur. Nie skleja i nie pozostawia resztek na włosach. Jest łatwy do usunięcia podczas szczotkowania. Nie obciąża włosów i chroni je przed wilgocią oraz promieniowaniem UV.


                                                      Moja opinia:
Kupiłam go w Rossmannie po promocyjnej cenie, za 11 złotych. Lakier ma eleganckie, czarne, matowe opakowanie, które bardzo przypadło mi do gustu. Pojemność to 300 ml. Mimo pojemności i ceny, nie jest wydajny. Trzeba użyć naprawdę dużo sprayu, żeby wszystko trzymało się na miejscu, ale nie utrwalił moich włosów na dłużej niż 2 godziny i to w domu. Po wyjściu na zewnątrz nie było go już po 30 minutach. Plusem jest to, że nie skleja włosów w skorupę. Dodatkowo przedłuża świeżość włosów i nie obciąża ich. Łatwo się wyczesuje i nie pozostawia po sobie białego śladu, który wygląda naprawdę nieestetycznie na moich ciemnych włosach.







                                                      Opinia producenta:


Lakier Stylizacja na Gorąco Maksymalnie Utrwalający
Korzyści płynące z używania Kolekcji Stylizacja na Gorąco: produkty z tej linii zapewniają długotrwałe - aż do 24 godzin - i elastyczne utrwalenie fryzur wykonanych przy pomocy termicznych urządzeń do stylizacji, takich jak suszarki, prostownice, lokówki. Kosmetyki nie wysuszają włosów, łatwo je wyczesać.

Lakier Objętość dla Cienkich Włosów
Korzyści płynące z używania kolekcji Objętość dla Cienkich Włosów: produkty z tej linii nadają cienkim włosom widocznie większą objętość, zapewniają niezawodne i elastyczne utrwalenie fryzury aż do 24 godzin, nie sklejają włosów, nie wysuszają ich, chronią przed szkodliwym działaniem promieni UV, łatwo je wyczesać.

                                                      Moja opinia:

Najpierw kupiłam lakier do stylizacji na gorąco. Nie spodobał mi się, więc potem kupiłam ten dodający objętości. Moim zdaniem różnią się one tylko opakowaniem. Nie wiem, czy lakier do stylizacji na gorąco rzeczywiście chroni włosy przed wysoką temperaturą. W sumie, to ciężko to wykryć. Gdy spryskałam włosy z głową pochyloną w dół, efekt zwiększonej objętości był, ale taki sam, jak w przypadku kosmetyku typowo zwiększającego objętość. Producent pisze o 24-godzinnym utrwaleniu. Mogłabym się zgodzić, bo lakiery tak mocno sklejają włosy (nawet przy użyciu małej ilości i z odpowiedniej odległości), że później ciężko je wyczesać i lepiej już od razu umyć włosy. Pozostawiają na włosach biały nalot, który naprawdę ciężko jest zmyć, ale z odpowiednim szamponem można sobie poradzić. Obciążają włosy i powodują, że wyglądają na nieświeże.





                                                         Od producenta:

Wella Shockwaves Maksymalne utrwalenie
Wykańcza fryzurę, nabłyszczając włosy. Zapewnia długotrwałe utrwalenie, nie skleja włosów, da się łatwo wyczesać. Ochrona UV.

                                                          Moja opinia:
Moje włosy nie są bardzo podatne na skręcanie, a jeśli już, to ciężko utrzymać skręt przez cały dzień. Ten lakier doskonale sobie radzi. Fryzura potrafi wytrzymać bez zmian 6 h. Loki czy fale są elastyczne, sprężyste. Później włosy są troszkę rozprostowane, ale nie tracą na objętości, nie są oklapnięte. Wystarczy mała poprawka i jest ok. Nie obciąża włosów, nie skleja ich w skorupę. Są dłużej świeże, nawet na drugi dzień po umyciu. Łatwo da się wyczesać i nie pozostawia po sobie białych śladów. Bardzo wydajny, nawet przy stosowaniu codziennie. Jest doskonały w każdym calu pod względem działania i użytkowania. Butelka ma 250 ml, kosztował mnie 15 złotych w Rossmannie.
To jest mój ulubieniec i na razie wstrzymuje poszukiwania innego lakieru :)

wtorek, 22 listopada 2011

Perfecta - płyn micelarny


                                                        Od producenta:
Delikatny płyn micelarny do oczyszczania twarzy i demakijażu oczu polecany dla osób w każdym wieku, do pielęgnacji wszystkich typów cery. Bardzo starannie usuwa ze skóry zanieczyszczenia i resztki makijażu, przez co skutecznie zastępuje mleczko i tonik. Preparat posiada lekką, nietłustą konsystencję i nie wymaga spłukiwania wodą. Zawiera nawilżające minerały morskie, kojący d-pantenol, a także wyciąg z bławatka, który redukuje oznaki zmęczenia i odświeża cerę.


                                                         Moja opinia:
Płyn można dostać w chyba każdej drogerii. Ja swój kupiłam z Rossmannie za 11 zł, w Naturze widziałam go za prawie 15 zł. Butelka ma 200 ml. Konsystencja i kolor wody, ale za to bardzo ładnie pachnie, chociaż jest to zapach delikatny i szybko się ulatnia. Nie zostawia tłustej warstwy. W ogóle nie jest wydajny. Kupiłam go jakieś 3 tygodnie temu i  w opakowaniu została resztka. Używam go wieczorem do zmycia makijażu. Mój dzienny makijaż ostatnio składa się z wodoodpornego tuszu, eyelinera i trwałych cieni Essence i Catrice. Płyn doskonale radzi sobie ze zmyciem eyelinera i tuszu. Natomiast zmycie tych cieni jest trudne. Trzeba trochę mocniej potrzeć powieki wacikiem nasączonym płynem, żeby wszystko zeszło. Ale moje powieki nie są przez to podrażnione. Jest bardzo delikatny. Rzeczywiście odświeża cerę i dokładnie ją oczyszcza. Ale nie zauważyłam żadnej "redukcji oznak zmęczenia". W sumie ciężko to określić, ale i tak na takich efektach mi nie zależy.


Podsumowując, jest to jeden z najlepszych miceli, jakie miałam, jest przede wszystkim delikatny, dobrze oczyszcza i nie pozostawia tłustej warstwy. Szkoda, że nie jest bardziej wydajny. Kupiłabym ponownie, ale chcę wypróbować jeszcze inne płyny micelarne.

Używałyście tego płynu? Jaki jest Wasz ulubiony micel?
Pozdrawiam, Lissa :)

piątek, 18 listopada 2011

Eveline - paznokcie twarde jak diament

Przyszła pora na recenzję kolejnej odżywki do paznokci. Chciałam, by odżywka przede wszystkim była też bazą pod lakier. I się sprawdziła :)


  
                                                         Od producenta 
Ekstremalnie wzmacniająca odżywka zabezpieczająca słabe paznokcie przed łamaniem, pękaniem i rozdwajaniem. Formuła z tytanem i diamentami tworzy na powierzchni paznokci supertwardą powłokę, która zabezpiecza przed kruchością, łamaniem i uszkodzeniami. Odżywka wzmacnia i dogłębnie nawilża, zapewniając elastyczność i zdrowy wygląd paznokci.
Sposób użycia: codziennie nakładaj jedną warstwę preparatu bezpośrednio na paznokcie. Po trzech dniach zmyj nałożone warstwy i rozpocznij czynność ponownie. Stosuj regularnie, gdyż każda nakładana warstwa wnika w płytkę, zapewniając ekstremalne wzmocnienie i utwardzenie paznokci.

                                                         Moja opinia: 
Stosowałam produkt zgodnie z zaleceniami producenta, przez 3 tygodnie. Już po dwóch zauważyłam znaczną poprawę płytki. Stała się ona o wiele twardsza. Po użyciu tej pierwszej odżywki Eveline skończyły się moje problemy z rozdwajającymi się paznokciami, więc nie mogę powiedzieć nic na ten temat odnośnie diamentowej odżywki. Mimo wszystko, przez 3 tygodnie moje paznokcie ani razu się nie złamały ani nie rozdwoiły, więc możliwe, że to zasługa tego kosmetyku. Kolor odżywki w opakowaniu wygląda na mlecznobiały, ale w rzeczywistości po nałożeniu jednej warstwy nie widać cienia białego koloru. Dopiero po 3 warstwie płytka paznokcia jest lekko wybielona. Ale efekt jest całkiem fajny, odżywka nie smuży, tak jak jedna odżywka z Lovely (taka biała). Schodzi bez problemu za pomocą zmywacza bez acetonu. Jest bardzo wydajna, bo do tej pory nie doszłam jeszcze do połowy buteleczki, ale już zauważyłam, że lekko zgęstniała. I najważniejsze, nadaje się do jako baza pod lakier. Można lakier bez problemu na nią nałożyć i nie trzeba długo czekać, by wysechł. Dodatkowo kosztuje w Rossmannie nie całe 10 zł w przecenie, normalnie chyba 11 zł.

Podsumowując, jestem z tej odżywki bardzo zadowolona. Wzmacnia paznokcie i nadaje im ładny wygląd przez swój delikatny, mleczny kolor. To już moja druga odżywka Eveline, którą testowałam i która spełniła moje oczekiwania, ale i tak kupię jeszcze inne :)                              
Zdecydowanie polecam :)                                                                                                                                                                                                                                                     
Pozdrawiam, Lissa :) 

piątek, 11 listopada 2011

Delia - płyn dwufazowy do demakijażu

Jest to pierwszy tego typu kosmetyk do twarzy jaki używałam. Pierwsza dwufazówka. Do do tej pory byłam wierna płynom micelarnym. Ale one nie zawsze radziły sobie z wodoodpornym makijażem, czy trwałymi cieniami Essence. Okazało się, że zmywanie makijażu czymś tłustym daje świetne efekty.



                                                                      Od producenta:
Bezzapachowy lotion o dwufazowej formule do codziennego stosowania, zmywający również kosmetyki wodoodporne. Zawarte w płynie składniki silikonowe gwarantują niezwykle skuteczny demakijaż delikatnych okolic oczu i ust, nie powodując podrażnień i nie zostawiając tłustej warstwy.
Poj. 210 ml

                                                           Moja opinia: 

Płyn dwufazowy ma dwie warstwy. Konsystencja jest bardzo rzadka. Przed użyciem trzeba potrząsnąć butelką, żeby obie substancje połączyć w emulsję. Wystarczyła niewielka ilość, żeby zmyć mój wodoodporny, ciemny makijaż oczu. Doskonale usuwa również cienie, które maja dużo drobinek i nie rozsiewa ich po całej twarzy. Po makijażu nie ma ani śladu, ale za to pozostaje tłusta warstwa, choć producent zapewnia, że jej nie będzie. To chyba logiczne, że jeśli przetrze się twarz czymś tłustym (a taki jest ten płyn), to ta tłusta warstwa pozostanie. Rzeczywiście nie podrażnia skóry. Nawet jeśli trochę mocniej potrze się skórę powiek. Nie szczypie w oczy. Jest bardzo wydajny, bo używam go już przeszło miesiąc, a zużycie jest takie jak na zdjęciu. W dodatku jest bardzo tani. Zapłaciłam za niego 6 złotych z osiedlowej drogerii. Zapach jest delikatny, ale nie potrafię go dokładnie określić.

Podsumowując, jest to bardzo dobry kosmetyk do demakijażu twarzy i oczu, doskonale usuwa cały makijaż i zanieczyszczenia. Jeśli lubicie takie kosmetyki i nie przeszkadza Wam tłusta warstwa (którą zawsze można zmyć), to ten kosmetyk może Wam się spodobać.

Co sądzicie o tym kosmetyku? Wolicie płyny dwufazowe czy micelarne?
Buziaki, Lissa :)

niedziela, 6 listopada 2011

Palmolive - żel pod prysznic

Uwielbiam kokosowe zapachy, więc jak tylko zobaczyłam ten żel w Rossmannie, od razu wrzuciłam go do koszyka. W sumie nie pamiętam, żebym kiedykolwiek używała kosmetyki Palmolive. Ten jest chyba pierwszy.






                                                         Moja opinia
Zacznę od zapachu, bo na tym najbardziej mi zależało. Pachnie kokosem, ale daleko mu do zapachu oleju kokosowego. Wiadomo, jest to zapach chemiczny, bo tą chemię da się wyczuć. Mimo wszystko nie przeszkadza mi tak bardzo, bo nie gryzie się z masłem czekoladowo-pistacjowym Farmony.  Po pierwszym użyciu, jeszcze przed wysmarowaniem ciała masełkiem, skóra tak mnie swędziała i szczypała, że nie mogłam tego znieść. Mam skórę normalną, nigdy nie miałam problemów z przesuszeniem. Nie była wrażliwa. Stosowałam żel codziennie, myślałam, że z czasem ciało się przyzwyczai, tym bardziej, że po posmarowaniu, uczucie swędzenia częściowo znikało. Ale problem nie zniknął. W rezultacie, byłam zmuszona oddać ten żel siostrze, która na niego nie narzeka.  Ja wolę poszukać czegoś innego, niż męczyć się z tym kosmetykiem. Kosztował mnie chyba 9 zł, więc nie jest mi żal.

Podsumowując, mojej skóry nie nawilżył, a wręcz przeciwnie, podrażnił ją. Myślę, że odpuszczę sobie produkty Palmolive, a przynajmniej serię Naturals.

Rozdanie :)

Rozdanie u Cat Girl
(do 30 listopada)

http://19catgirl92.blogspot.com/2011/11/rozdanie-international-giveaway.html


Zachęcam do wzięcia udziału :) 

środa, 2 listopada 2011

Haul

Byłam dzisiaj na zakupach i w galerii wpadł mi w oko sklep Yves Rocher. Nigdy nie miałam do czynienia z tą marką. Czytałam o niej, ale nie pamiętałam, czy opinie były pozytywne, czy negatywne. Zupełnie spontanicznie postanowiłam coś tam kupić. A spontaniczne zakupy rzadko mi się zdarzają :) Sklep robi dobre pierwsze wrażenie. Jako że byłam nowym klientem, ekspedientka zapytała mi się, czy mam kartę stałego klienta. Oczywiście, nie miałam. Ale założyłam. W prezencie dostałam ekologiczną torbę, taką zieloną, z materiału (wygląda na wytrzymałą:)), duuużo próbek i 4 rabaty 30% na 4 wybrane produkty z ich sklepu. 1 rabat jest na kosmetyk do pielęgnacji ciała, 2 twarzy, 3 na perfumy, a 4 na kosmetyk do makijażu. Jestem bardzo zadowolona z zakupów w tym sklepie. Na pewno tam wrócę, przecież mam rabaty do wykorzystania :)
Tutaj są kody rabatowe. Promocje nie dotyczą produktów oznaczonych zielonym punktem. Wszystko można znaleźć na stronie głównej sklepu TU


                                                             A oto co dzisiaj kupiłam

1. Szampon Yves Rocher, oczyszczający do włosów przetłuszczających się, z pokrzywą
2. Żel pod prysznic Palmolive, kokosowy
3. Płyn micelarny Perfecty, bardzo często spotykałam go na blogach i miał pozytywne opinie, więc postanowiłam go wypróbować
4. Essence, sealing top coat, na wydłużać trwałość lakieru i ozdób na paznokciach, na wizażu są pozytywne oceny, zobaczymy czy się u mnie sprawdzi
5. Olejek z drzewa herbacianego, kupiłam ze względu na działanie antybakteryjne, do maseczek z glinki
6. Biała kredka do oczu Pierre Rene
7. Oczywiście próbki Yves Rocher, różnego rodzaju kremy na dzień i na noc, zapachy dla kobiet i dla mężczyzn, balsam ujędrniający i podkład wygładzający


Spotkałyście się z kosmetykami Yves Rocher? Jesteście w stanie mi coś polecić?
Pozdrawiam, Lissa ;*

piątek, 28 października 2011

Odżywka Joanna i małe-wielkie zakupy, czyli pielęgnacji włosów ciąg dalszy

Chyba zaczynam popadać we włosomaniactwo ;) Zaczynam zbierać, kosmetyki do pielęgnacji i namiętnie z nich korzystać, chociaż 3 miesiące temu nawet o nich nie słyszałam. Eh, tak to się właśnie zaczyna...


                                                         Od producenta:

Odżywka Naturia powstała w oparciu o starannie dobrane składniki naturalne, które pielęgnują włosy normalne, ze skłonnością do szybkiego przetłuszczania się.
Dzięki zawartości wrzosu, który wzmacnia włosy i zapobiega ich nadmiernemu przetłuszczaniu oraz mięty bogatej w olejki eteryczne, skóra głowy jest przyjemnie odświeżona a włosy stają się puszyste, miękkie i delikatne w dotyku. Są bardziej sprężyste i pełne energii.

                                                          Moja opinia:

Ogólnie nigdy jakoś nie zwracałam zbyt dużej uwagi na odżywki do włosów. Obciążały mi włosy lub powodowały, że były zbyt sypkie. Ostatnio postanowiłam to zmienić, a także potrzebowałam odżywki do mycia włosów.

Kupiłam ją w Rossmannie za niecałe 5 złotych pod wpływem impulsu. Spodobało mi się opakowanie i połączenie wrzosu z miętą. Zapach jest piękny, intensywny, jednak przeważa mięta. Stopniowo się ulatnia, a po 7 godzinach już go nie czuć. Konsystencja jest dość rzadka, lekko galaretowata, ale przyjemnie się ją aplikuje, nic nie spływa z ręki czy z włosów. Kolor taki mleczny, trochę jakby perłowy. Jest to odżywka bez spłukiwania, ale moje włosy są przetłuszczające i niejednokrotnie słyszałam, że nie nakłada się odżywki u nasady włosów bez spłukiwania, bo obciąża włosy. Dlatego ja po umyciu nakładam ja na całe włosy, wmasowuję w skórę głowy, pozostawiam na 5 minut i spłukuję. Odżywka rzeczywiście odświeża włosy, są elastyczne i dobrze się układają. Ja mam problem z układaniem włosów, czasem męczę nie z nimi 20 minut, a po użyciu odżywki wystarczyła mi chwila i wyglądały jak powinny. Kosmetyk dodaje im blasku i miękkości. Wadą odżywki jest to, że jest mało wydajna, przy moich cieniowanych, długich do połowy pleców i umiarkowanie gęstych włosach starczyła na 6 aplikacji, używałam na całą długość (a nie żałowałam jej). Moje włosy muszą być myte góra co 2 dni, i to tylko rano (gdy je umyję wieczorem do dwa dni później są koszmarne). Odżywka nie powoduje zmniejszenia przetłuszczania się, jeśli chodzi o moje włosy. Przetłuszczają się tak samo jak bez niej, czyli na 3 dzień nie mogę na nie patrzeć :)

Podsumowując, jestem z tej odżywki zadowolona, ale i tak będę kupowała inne. Ciekawość zwycięża :) Poleciłabym ją osobom, które nie mają wielkich problemów z włosami, czyli żadnego przesuszenia czy nadmiernego przetłuszczania. Tak jak pisze producent, nadaje się ona do włosów normalnych. Moim zdaniem odżywka nie zapobiegnie nadmiernemu przetłuszczaniu.

A teraz kolejna rzecz, o której chciałam wspomnieć :)
Przeglądałam sobie ostatnio helfy.pl, robiąc listę zakupów. Oczywiście do pielęgnacji włosów ;))
Zainteresował mnie ten olej kokosowy: http://www.helfy.pl/olej-kokosowy
Stwierdziłam, że muszę go mieć, ale potem poszperałam trochę w sieci. Dowiedziałam się, że najlepsze oleje, to te nierafinowane, bo nie tracą witamin i minerałów oraz zapachu i smaku podczas obróbki termicznej. I dowiedziałam się również, że ten olej z helfy jest rafinowany. Szukałam dalej i znalazłam świetny olej, nierafinowany, a cenowo wychodzi tak samo jak rafinowany. Od razu zamówiłam cały litr za 48 zł :)
To ten: http://www.efavit.pl/pl/p/Olej-kokosowy-1-litr/68

Już go mam i zaczynam testowanie! I pachnie prawdziwym kokosem :)


 Podam wam właściwości oleju kokosowego:

Właściwości kosmetyczne
- równoważy PH skóry
- chroni naszą skórę przed działaniem szkodliwych toksyn
- posiada działanie przeciwzmarszczkowe
- dociera do głębokich warstw skóry, wzmacniając tkankę 
- wspomaga usuwanie martwego naskórka 
- posiada naturalny filtr UV 
- wspomaga proces gojenia drobnych ran 
- pomaga przy podrażnionej skórze głowy
- eliminuje łupież
- łagodzi objawy związane z łuszczycy
- wzmacnia i nawilża włosy
Właściwości kulinarne:
- nie obciąża trzustki
- wspomaga układ odpornościowy
- działa przeciwbakteryjnie
- wzmaga trawienie i wchłanianie pokarmu
- pobudza przemianę materii, a tym samym pomaga w walce z nadwagą
- szybko dostarcza energii
- wzmacnia mięśnie

Olej ma stałą konsystencje w temperaturze pokojowej

Zapowiada się świetnie, już się nie mogę doczekać, żeby sprawdzić, które z tych właściwości okażą się prawdą w moim przypadku :)


I jeszcze jedna rzecz. Zbliża się Halloween, bardzo lubię to święto, w Polsce nie jest tak obchodzone jak w Ameryce. A szkoda... Na weekend mam zaplanowaną imprezę z tej okazji i tak myślę nad zrobieniem tych o to paluchów wiedźmy


greedyguts.wordpress.com

Cudne, nie? Piekłam je w tamtym roku, są bardzo łatwe. Polecam do wypróbowania.
(Mam nadzieję, że w weekend nie dopadnie mnie lenistwo).


Myślicie, że właściwości oleju mogą być lekko zawyżone?  Na stronie Efavit jest ich jeszcze więcej :)
Całusy, Lissa :*

poniedziałek, 24 października 2011

Soraya - antybakteryjny peeling morelowy

Ten tydzień zapowiada się masakrycznie. Jestem zawalona nauką, projektami i innymi niepotrzebnymi sprawami. Mało sypiam, ciągle brak mi czasu. A na dodatek mam to "szczęście", że kawa na mnie nie działa ;( Teraz czekam tylko na weekend, będę miała nawet poniedziałek wolny, a we wtorek oczywiście święto. Tylko ta myśl mnie pociesza. Szkoda, że nie znam żadnego sposobu na przyspieszanie czasu...

A teraz do rzeczy :)
(Dobrze, że w niedzielę zdążyłam napisać notki i zrobić zdjęcia, bo nie doczekałybyście się do piątku)
Dużo naczytałam się o peelingu morelowym St.Ives. Pech chciał, że gdy zachciało mi się go kupić, to nigdzie go nie znalazłam, bo go wycofali. Ale spotkałam się też z opiniami, że morelowy peeling Sorayi jest bardzo podobny. No, cóż, porównania nie będę miała, ale moja ocena jest :)




                                                        Od producenta:
Dzięki bogatej recepturze opartej na niezwykle skutecznym połączeniu oczyszczającego Ekstraktu z owoców Moreli z antybakteryjnym Kwasem Salicylowym wykazuje bardzo wysoką skuteczność działania:
- głęboko oczyszcza i wygładza skórę,
- złuszcza i normalizuje,
- zmniejsza tendencję do powstawania wągrów i zaskórników,
- rozjaśnia przebarwienia,
- reguluje odnowę komórkową,
- dodaje skórze blasku i świeżości.
Głęboko oczyszczona, gładka skóra bez wyprysków i zaskórników.

Skład: Aqua, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Glyceryl Stearate SE, Glycerin, Polyethylene, Sodium Laureth Sulfate, Salicylic Acid, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, PEG-100 Stearate, Triethanoloamine, Polysorbate 60, Cocamidopropyl Betaine, Cetyl Acetate, Acetylated Lanolin Alcohol, Titanium Dioxide, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Sorbitol, Propylene Glycol, Carbomer, DMDM Hydantoin, Methylaparaben, Propylparaben, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Citral, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Isoeugenol, Limonene, Linalool.

                                                          Moja opinia:
Zacznę tak: Kto wymyśli takie ostre peelingi to skóry trądzikowej? Nie rozumiem. Jeśli ktoś ma wypryski (tym bardziej ropne), to na co jeszcze to wszystko rozdrapywać takim peelingiem i roznosić po całej twarzy? Ja miewam takie (ale naprawdę bardzo rzadko, czasami mam te bolące, podskórne, szczególnie przed okresem), więc nie mogę wtedy stosować tego peelingu. Natomiast zapobiegawczo, jak najbardziej. Konsystencja peelingu jest kremowa, ziarenka są naprawdę ostre i nie za duże. Przy regularnym stosowaniu rzeczywiście oczyszcza i wygładza, a stosowałam go 2 razy w tyg. Złuszcza martwy naskórek. Normalizuje? Jeśli przez to mam rozumieć zmniejszenie tendencji do wydzielania sebum, to nie (mało sprecyzowana ta opinia producenta). Wągry  i zaskórniki u mnie naprawdę ciężko zwalczyć, a ten peeling nie radzi sobie ze wszystkimi. Nie mam przebarwień, więc nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że je rozjaśnia. Reguluje odnowę komórkową? Nawet nie wiem w jaki sposób miałabym to zauważyć. Skóra po jego zastosowaniu rzeczywiście jest bardziej odświeżona i promienista niż przed. Co do zapachu, to nie pachnie jak prawdziwa morela, czuć, że ten zapach jest sztuczny. Większość to były plusy, ale peeling ma jeden poważny minus. Skład. Sama chemia! Alkohole, które wysuszają skórę, powodując, że później wydziela jeszcze więcej sebum. Zdecydowanie więcej nie kupię tego produktu, a połowę opakowania oddam mamie.

Podsumowując, poleciłabym ten produkt osobom, które nie mają dużych problemów z wypryskami, a chcą tą skórę wygładzić i oczyścić. Po zastosowaniu peelingu koniecznie trzeba dobrze nawilżyć skórę.

Co sądzicie na temat tego produktu? A może używałyście St.Ives?
Pozdrawiam, Lissa :)

sobota, 22 października 2011

Rozdania!

                                    Pokażę Wam kilka wspaniałych rozdań, w których biorę udział :)


 Pierwsze rozdanie u Ewwwy
 ( do 10 listopada)

http://ewwwa-makeup.blogspot.com/2011/10/moje-pierwsze-rozdanie.html


Kolejne rozdanie u Natalii 


http://moje-kosmetyki-byn.blogspot.com/2011/10/moje-rozdanie-numer-2.html

                     
2 zestawy w rozdaniu  u Niecierpka
( do 1 listopada)

http://niecierpek.blogspot.com/2011/10/niecierpek-rozdaje.html

               
Rozdanie z mineralnymi kosmetykami u Matleeny 
(do 1 listopada)

http://matleenamakeup.blogspot.com/2011/10/nowe-rozdanie-wspopraca-przypominajka.html


Wielkie rozdanie u madamekatarzyny 
(do 13 listopada)

http://madamekatarzyna.blogspot.com/2011/10/oddam-w-dobre-rece-czyli-rozdanie.html


Rocznicowe rozdanie u Shopaholic dream
(do 18 listopada)

http://shpcdream.blogspot.com/2011/10/shopaholic-dream-obchodzi-1-rok-czyli.html


Drugie rozdanie na blogu Essali
(do 19 listopada)


http://kosmetyki-essal.blogspot.com/2011/10/33-rozdanie.html


Rozdanie u Kamusi
(do 23 października)

http://xoiknowyoulovemexo.blogspot.com/2011/09/obiecane-rozdanie-sleekolej-kokosowy.html


Rozdanie z Dermacolem na blogu Siouxie 
(do 28 października)

http://siouxieandthecity.blogspot.com/2011/10/rozdanie-z-dermacolem.html

  
Rozdanie na blogu Obsession
(do 31 października)

http://somethingtodoff.blogspot.com/2011/10/rozdanie-kosmetyki-body-shop-essence-i.html



Rozdanie TBS na blogu Only Sweet Pink
(do 25 października)

     
http://onlysweetpink.blogspot.com/2011/09/rozdanie-body-shop.html


Rozdanie na blogu blizniaczki09
(do 31 października)


http://blizniaczki09.blogspot.com/2011/10/to-juz-czas-na-rozdanie.html


Rozdanie u Reni-ferka ( Może kosmetyki e.l.f. przestaną być tylko moim marzeniem :)) Zachęcam do udziału! ( od 15 października przez 2 tyg.)


http://reni-ferek.blogspot.com/2011/10/rozdanie-u-reni-ferka-bedzie-sie-dziao.html


Rozdanie na blogu Ninette
(do 28 października)


http://be-lucky-girl.blogspot.com/2011/10/to-juz-czas.html