sobota, 31 grudnia 2011

Happy New Year!



      Z okazji Nowego Roku życzę Wam dużo miłości, szczęścia i zdrowia. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla Was jeszcze lepszy niż poprzedni i wytrwacie w swoich noworocznych postanowieniach.  A dzisiejszej nocy życzę udanej zabawy :)

Lissa

środa, 28 grudnia 2011

Prezenty, prezenty...

Naoglądałam się Waszych zdjęć z Gwiazdkowymi prezentami i postanowiłam pokazać, co ja dostałam w tym roku. Okazuje się, że byłam bardzo grzeczna... ;D

Od mamy i taty kosmetyki prosto z Niemiec i bardzo ciepłe i bardzo wygodne papcioszki :)



Od mojego chłopaka dostałam cyfrową ramkę na zdjęcia, o której zawsze marzyłam. Nie jestem fanką albumów :)


Od siostry i brata książki, oczywiście musiałam trochę podpowiedzieć, które chciałam mieć :)

Od przyjaciółki dostałam świeczki pachnące zieloną herbatą i świecznik z matowego szkła.


A druga przyjaciółka podarowała mi koszyczki wiklinowe w kształcie serc. Będą idealne na moje kosmetyki i inne rzeczy, które walają się po biurku :)


Od dziadka dostałam aparat cyfrowy, jako prezent przedświąteczny :) Ciągle uczę się robić nim zdjęcia. Pogoda za oknem niestety mi nie pomaga... Od reszty rodziny dostałam tradycyjnie pieniądze i słodkości. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z prezentów.

Jesteście zadowolone ze swoich prezentów?
Pozdrawiam, Lissa :)

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas!

Wigilia już dzisiaj, więc chciałabym Wam życzyć wspaniałych, zdrowych i magicznych Świąt, najlepiej spędzonych w gronie rodziny, przyjaciół i ukochanych oraz spełnienia Waszych marzeń i góry prezentów pod choinką :)

czwartek, 22 grudnia 2011

Lirene - Aqua nawilżanie

Co powienien robić krem intensywnie nawilżający? Intensywnie nawilżać. Wiem, nie odkryłam Ameryki, ale widocznie producent nie wiedział, że takie działanie istnieje...




                                                                     Moja opinia:

 Skończył się mój poprzedni krem Nivea, więc potrzebowałam kolejnego. Oczywiście przypomniało mi się w drogerii na ostatnią chwilę, więc nie było możliwości sprawdzenia opinii na jego temat. Potrzebowałam nawilżającego kremu. Czytałam, że skóra mieszana wytwarza sebum by nawilżyć naskórek. To oznacza, że jest przesuszona. Więc trzeba ją nawilżyć. Moją uwagę przyciągnął napis "intensywne nawilżanie". Muszę przyznać, że zawsze uważałam kosmetyki Lirene za naprawdę dobre. Tylko nigdy nie miałam kremu do twarzy tej firmy. Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym pudełeczku. Krem ma kolor jasno błękitny. Pachnie dosyć ładnie, przyjemnie, ale nie wiem czym. Jest bardzo wydajny, bo nie potrzeba dużo, by posmarować całą twarz. Nie jest to lekki krem, ale też nie jest ciążki, gęsty. Mimo wszystko od kremu nawilżającego oczekiwałabym lżejszej, może nawet troszeczkę wodnistej konsystencji. Ta jest dla mnie za tłusta. Wolno się wchłania. Pozostawia cienką warstewkę filmu. Na pewno nie nadaje się na dzień do cery mieszanej, bo będziemy błyszczeć jak choinkowa bombka. To samo tyczy się makijażu. Godzina i twarz zaczyna się świecić. Ten krem ma jeszcze jedną, wielką wadę. Zapycha! Jak go używałam miałam koszmarne problemy z pryszczami. Po odstawieniu go skóra wróciła do normy. No i kolejny minus, nie nawilża. Skórę mam tak samo przesuszoną jakbym nie używała żadnego kremu. Codziennie rano znajdywałam na nosie i czole nowe suche skórki. Peeling robię co 3 dni, ale przecież nie mogę go robić codziennie przez ten krem!  Od razu po użyciu i wchłonięciu skóra wygląda na nawilżoną, miękką i elastyczną, ale mi chodziło o dłuższe działanie.

Podsumowując, nigdy w życiu nie kupię już żadnego kremu do twarzy Lirene. Inne kosmetyki, jak najbardziej. Krem nie nawilża, a tym bardziej nie nawilża intensywnie. Ale już nie o to chodzi. Największą zbrodnią jaką może popełnić krem jest zapychanie. Pozostawia tłustą warstewkę na twarzy i nie nadaje się przez to na dzień, chociaż takie jest jego przeznaczenie.



A teraz trochę nie-kosmetycznie. Wróciłam wczoraj w nocy z Warszawy. Udało mi się kupić parę fajnych ubrać, ale już nie starczyło mi czasu na poszukiwanie kosmetyków. Szkoda, ale mam nadzieję, że to nie ostatnia moja wizyta w stolicy. Około 20.00 byłam  na Placu Zamkowym. Był pięknie przybrany. Zazdroszczę osobom, które tam mieszkają :) Zrobiłam kilka fotek Placu i Krakowskiego Przedmieścia. Parę osób załapało się na zdjęcie, bo były tłumy i zrobienie zdjęć, które nie "zawierały" ludzi, było dla mnie niemożliwe :)




Pozdrawiam, Lissa :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zakupy! Helfy & ZróbSobieKrem

Znowu robiłam zakupy w Internecie. Ale tym razem zakupy były to zakupy uzasadnione. Zaczęło się od tego, że szukałam prezentu dla mamy. Często używa suszarki i lokówki, więc chciałam kupić jej jakąś maskę lub odżywkę. Stwierdziłam, że bardziej opłaci się kupić w Internecie. Poszukałam na Helfy.pl, dodatkowo kupiłam parę rzeczy. I trafiłam na jeszcze jeden sklep, bo szukałam dobrego kremu. Ostatnio używałam nawilżającego kremu, który okazał się katastrofą (będzie recenzja). Mimo, że nie jestem już nastolatką, to pryszcze mi się zdarzają, czasami częściej, czasami rzadziej. Żadne kremy drogeryjne, czy to nawilżajace czy  przeciwtrądzikowe mi nie pomagały. Stwierdziłam, że potrzebuje czegoś lepszego.
Oto wyniki moich zakupów :)

                                                                  zrobsobiekrem.pl

Przypadkiem wpadłam na ten sklep, ale już go lubię :) Jest tam wszystko co uwielbiam i nie mogłam się zdecydować. Długo medytowałam na stronie sklepu :) W końcu kupiłam:
- olej ze słodkich migdałów - podobno bardzo dobry, już od dawna mnie kusił, chciałam kupić na helfy.pl, ale nie widziałam nic, co nie miało by chemicznych dodatków, np. parafiny
- olejek lawendowy
- olejek lemongrasowy (uwielbiam oba zapachy)
- spirulina, czyli algi morskie (aż 4 opakowania po 10 gram, jako maseczka)
- i cała paczka składników do zrobienia własnego kremu + pudełeczko
- dodatkowo w przesyłce znalazłam 2 torebeczki z produktami do peelingów lub kremów (nie zamawiałam ich, ale na pewno mi się przydadzą :))

Muszę jak najszybciej zrobić ten krem i zacząć go testować :)



Drugie zakupy zrobiłam na Helfach:
- krem do stylizacji Vatika (który można też stosować jako maskę przed myciem) dla mojej mamy i jeden dla mnie.
- kolejna henna do kolekcji, w kolejnym kolorze - to jest jasny brąz, ale mam też ciemny i orzechowy brąz :)
-  szampon Shikakai - podobno bardzo dobrze oczyszcza i odżywia
- maska z Amli (mam olejek Amla, ale niestety ten z parafiną w składzie, chcę zobaczyć jak się sprawdzi naturalna Amla)
- w prezencie od sklepu dostałam torebkę herbaty rooibos (jedna z moich ulubionych, oprócz czerwonej, dobrze, że nie dostałam zielonej czy czarnej, bo ich nie lubię i nie pijam). Herbata pachnie goździkami, cynamonem, skórką pomarańczową, różą i bławatkiem. Idealne połączenie na zimę i święta. Właśnie ją piję i zapach ma cudny :)

Coś mnie dzisiaj gardło boli. Chyba będę chora. W środę muszę jechać do Warszawy i jeśli będę musiała przez pół dnia latać po mieście, to już na pewno będę chora. Na same święta. Świetnie, nie?

Recenzję którego z tych kosmetyków chciałybyście przeczytać najpierw? 
Pozdrawiam, Lissa :)







 

piątek, 16 grudnia 2011

Yves Rocher - szampon oczyszczający

Już dawno skończył mi się ten szampon, więc przyszedł czas na recenzję :)




                                                      Opinia producenta:

 Włosy odzyskują lekkość i świeżość, stają się jedwabiste, zdrowe i dłużej pozostają czyste. Szampon pozostawia delikatny, świeży zapach, przywodzący na myśl oczyszczające właściwości pokrzywy. Formuła bez parabenów. Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z pokrzywy z ekologicznych upraw, baza myjąca pochodzenia roślinnego. Formuła łatwo ulega biodegradacji.

                                                           Moja opinia:

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wielkość szamponu. Ma tylko 200 ml, więc jest mały. Kosztuje 11 zł. Może się wydawać dużo w stosunku do ilości, ale jakość jest świetna, nie żałowałam wydanych pieniędzy. Butelka jest prosta, zielona z biała nalepką. Wygląda to estetycznie, bardzo mi się podoba :) Szampon jest pokrzywowy. Chyba wiecie jak pachnie pokrzywa, właśnie taki zapach ma szampon. Jest delikatny i nie utrzymuje się długo po umyciu, więc nie powinien przeszkadzać osobom, które nie gustują w ziołowych zapachach. Nie potrzebowałam dużej ilości, żeby umyć moje długie do połowy pleców włosy. Wystarczyło nalać trochę we wgłębienie dłoni. Co prawda miałam już bardziej pieniące się szampony, ale jak na ziołowy pieni się dobrze. Konsystencją i kolorem przypomina mi rzadką galaretkę agrestową :) Używałam go co drugi dzień i wystarczył mi na miesiąc. Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie. Oczyszcza włosy z kosmetyków do stylizacji i olejów (radzi sobie z kokosowym, Sesą i Amlą). Wystarczy tylko 1 porządne mycie. Pozostawia świeże włosy na długo, tzn. nawet na drugi dzień po myciu nie są przetłuszczone czy oklapnięte. Oczywiście w żaden sposób włosów nie obciąża. Po myciu są błyszczące, dobrze się układają i nie plączą. Nie wysuszył mi włosów, ale mimo wszystko wolę nie stosować 2 razy pod rząd oczyszczającego szamponu.

Podsumowując, jest to najlepszy oczyszczający szampon jaki miałam. Nie zawiera parabenów, nie wysusza włosów. Na pewno kupię jeszcze inne szampony z tej firmy. Kusi mnie szampon zwiększający objętość :)

Pozdrawiam, Lissa :)

sobota, 10 grudnia 2011

Trwałe cienie do powiek - Essence i Catrice

Zawsze bałam się cieni w kremie, bo uważałam, że przy tłustych, opadających powiekach nie utrzymają się długo. Myliłam się. Te cienie utrzymują się o wiele dłużej niż tradycyjne. Na początku kupiłam tylko jeden złoty cienić Essence. Potem zapragnęłam więcej i tak się złożyło, że podczas mojej wycieczki do Natury trafiłam na nową szafę Catrice. Oszalałam z radości :) Oglądałam wszystko przez pół godziny. W końcu dokupiłam kolory tych cieni, które najbardziej mi się spodobały. Myślę, że na nich nie skończę :)


                           Essence : 04, stars & stories, 05 camp rock, 02 glammy goes to...

Cienie mają dużo drobinek i ładne kolory. Utrzymują się na powiece ok 8 godzin bez bazy. Z bazą ten czas wydłuża się do 17, dłużej już nie sprawdzałam. Oczywiście po dłuższym czasie cienie lekko blakną, ale się nie rolują w załamaniu powieki i nie znikają całkowicie. Drobinki pięknie rozświetlają oko i przy tym nie wędrują po całej twarzy. Cienie łatwo zmywają się za pomocą tłustych płynów do demakijażu lub metodą OCM (którą teraz testuję). Micel z Perfecty nie radził sobie z nimi. Nie mam problemów z rozcieraniem cieni, ładnie się łączą. Natomiast ciężko mi jest nałożyć je palcem. Nigdy mi to nie wychodzi. Używam pędzelka-kulkę z Essence.




                                    Catrice: 020 Romance Gone Bad, 050 Metall of Honor


Cienie Catrice są w sumie takie same pod względem trwałości jak Essence. Mają mniej błyszczących drobinek, co mi akurat pasuje. Oba kolory bardzo mi się podobają, są znacznie ciemniejsze niż cienie Essence, które posiadam, więc używam ich do zaznaczania zewnętrznego kącika oka i do smoky eyes. I znowu używam do nich pędzelka Essence. Nakładają się o wiele gorzej. Na początku zupełnie mi to nie wychodziło. Źle się blendowały, tworzyły prześwity, nie rozkładały się równomiernie. Ale metodą prób i błędów zdołałam rozgryźć, jak je prawidłowo nakładać. Muszę nabierać te cienie w małych ilościach, malować powiekę warstwowo. Wtedy ładnie się łączą.  Zmywają się tak samo jak Essence.


Na koniec pokażę makijaż, który zazwyczaj wykonuję cieniami Glammy goes to i Metall of Honor. Makijaż troszeczkę niedokładny, bo się spieszyłam i próbowałam uchwycić odrobinę słońca. Niestety pogoda obecnie nie sprzyja robieniu zdjęć...


Podsumowując, są o moje ulubione cienie, których używam prawie codziennie. Na pewno kupię inne kolory cieni Catrice. Szkoda tylko, że jest ich tak mało do wyboru. Nie pogardziłabym jakimś fioletem czy zielenią.


Pozdrawiam, Lissa :)

czwartek, 8 grudnia 2011

L'biotica - krem regenerujący rzęsy

Nie spodziewałam się, że taki mały, tani i ogólnie niepozorny kosmetyk potrafi zdziałać cuda. Zupełnie odmienił moje rzęsy. Widzę efekty nawet lepsze, niż gdy używałam samego olejku rycynowego (który jest też w składzie tego kremu). Ale do rzeczy... :)



                                                          Od producenta:

 Twoje rzęsy – tak samo jak Twoja skóra, włosy i paznokcie – narażone są na działanie szkodliwych czynników, które powodują, iż stają się one słabsze i kruche. Rzęsy to Twój oręż: podkreślają siłę spojrzenia, urok i energię kobiecości.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs został opracowany, by odżywiać i odnawiać Twoje rzęsy, tak aby były naturalnie piękne.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs to jedyny na rynku polskim oparty na naturalnych składnikach generyczny krem powodujący wzrost rzęs. Produkt może być stosowany bez ograniczeń także przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Nie jest szkodliwy ani drażniący nawet dla bardzo wrażliwych oczu. Kremowa konsystencja i specjalny aplikator umożliwiają precyzyjne nałożenie preparatu.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs zalecany jest Paniom:
  • używającym tuszu do rzęs lub sztucznych rzęs,
  • mającym krótkie lub rzadkie rzęsy,
  • którym wypadają rzęsy.
Wydłuża, pogrubia rzęsy i zapobiega ich wypadaniu.
Nawilża i wzmacnia, stymulując naturalny wzrost rzęs.
Przebadany oftalmologicznie.


                                                           Moja opinia: 

Używałam go każdego wieczoru, przed spaniem. Wystarczyła odrobinka, by pokryć dokładnie wszystkie rzęsy, od nasady po końce. Moja kuracja trwała 1,5 miesiąca, a ubytek w tubce jest niewielki. Coś czuję, że starczy mi jeszcze na długo :) Opakowanie jest proste, białe z różowymi napisami. Mi się podoba. Łatwo wyciska się odpowiednią ilość produktu na palec czy rzęsy. Kosmetyk jest bezbarwny, przeźroczysty. Bardzo gęsty, po ogrzaniu nie roztapia się, co jest dla mnie ważne, bo w nocy jest mniejsze ryzyko, że krem pozostanie na poduszce lub twarzy. Gdy rano wstaję on ciągle jest na rzęsach. Przed nałożeniem makijażu trzeba przetrzeć powieki płynem micelarnym lub tonikiem. Efekty były już po 2 pierwszych tygodniach. Po miesiącu widziałam dalszą poprawę, po 1,5 miesiąca rzęsy przestały już rosnąć na długość. Chyba nie dane mi jest mieć jeszcze dłuższe i jeszcze gęstsze rzęsy :) A jakie zauważyłam efekty? Moje rzęsy znacznie urosły. Zawsze były krótkie. Teraz z pomocą tuszu uzyskuje bardzo długie rzęsy. Stały się też gęstsze. Zauważyłam przyrost nowych rzęs, szczególnie widoczne jest to na dolnej powiece i w kąciku oka. Mam teraz prawdziwe gęste firanki. W dodatku rzęsy lekko pociemniały. I przestały wypadać. Wieczorem na waciku znajduję 1 lub 2 rzęsy na oko i to nie codziennie. Nie podrażnia mi oczu. Coś obiło mi się o uszy, że po zaprzestaniu stosowania tego kremu, rzęsy po jakimś czasie wracają do normalnego wyglądu. Chyba znalazłam to na Wizażu. W każdym bądź razie ja czegoś takiego nie zauważyłam, bo nie mam zamiaru przestać go stosować :) Kosmetyk kupiłam w aptece za jakieś 10 zł.

Podsumowując, to chyba najlepiej wydane 10 złotych w moim życiu. Krem ma zbawienny wpływ na rzęsy, myślę, że pomoże każdemu. Ma bardzo naturalny skład ( pisałam o tym TU). Sukces na pewno po części leży w systematyczności. Gorąco polecam!!! :)

Pozdrawiam, Lissa :*